Strzał w stopę?

Dzisiejszy wpis, choć wciąż o branży IT, nie będzie o samym programowaniu. W tym tygodniu natknęłam się na artykuł Miriam Posner We teach women to code, but that just creates other problem napisany dla Guardiana. Teza? Uczymy kobiety kodować, żeby wyrównać różnice w branży, ale jednocześnie umacniamy nierówności na innym poziomie.

Na wstępie przyznam, że jestem mocno za wyrównywaniem szans, bez względu na powód dyskryminacji. Więc działam również na rzecz kobiet. Wstęp do artykułu wywołał we mnie jednak lekką niechęć i uczucie, że coś mi w nim nie gra. Ale postanowiłam odstawić moje pierwsze wrażenia na bok i mimo to przeczytać go do końca.

Divy front-endu

Posner pisze, że mimo różnych inicjatyw i zwiększonego napływu kobiet do IT, wciąż widoczne są nierówności. I tak jak kiedyś była to dysproporcja między liczbą mężczyzn i kobiet pracujących w branży, tak teraz nierówności znajdziemy wewnątrz niej. Posner pisze, że aktualnie zdominowaną męską działką jest back-end, a większość kobiet programistek zajmuje się front-endem. Łatwo wyobrazić sobie, jak może działać taki mechanizm. Kobiety, jak mówi stereotyp, są lepsze w „ładne” rzeczy, a kiepsko radzą sobie w rzeczach czysto technicznych. A te, które się nimi zajmują, są jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Pytanie, czy naprawdę tak to działa i czy tak wygląda również polska branża IT? Jestem skłonna stwierdzić, że tak. Ale nie lubię rzucać stwierdzeniami, jeśli nie mam czym ich poprzeć. Mamy co prawda do dyspozycji fantastyczny raport na temat kobiet w IT w Polsce. Jednak proporcja mężczyzn i kobiet w back- i front-endzie nie była w ramach niego opracowywana. Jest natomiast informacja o dysproporcji na stanowisku managera IT. Jej przyczyną jest jednak krótki staż pracy dziewczyn, które dopiero od niedawna wchodzą do IT na większą skalę. Więc jeśli pracujecie w większych firmach, i/lub macie porównanie kilku z nich, dajcie znać w komentarzach, czy widać taki trend na polskim rynku.

Win-win czy win-lose

Kolejnym, i głównym, punktem artykułu było stwierdzenie, że to nagły napływ kobiet do front-endu jest odpowiedzialny za obniżenie zarobków w tej części branży.

Get-girls-to-code initiatives aim to fix tech’s gender imbalance – but they may help reinforce it. Women are generally cheaper, to other workers’ dismay. “Introducing women into a discipline can be seen as empowerment for women,” Ensmenger says. “But it is often seen by men as a reduction of their status. Because, historically speaking, the more women in a profession, the lower paid it is.”

Ok. Jako osobie, która brała udział w inicjatywie typu get-girls-to-code i będzie organizować następną jej edycję, nie czytało mi się tego fragmentu zbyt przyjemnie. Znacie to uczucie, gdy w coś się angażujecie i chcecie widzieć to tylko w dobrym świetle, prawda? Nie będę się sprzeczać z cytowanym Ensmengerem, bo jestem w stanie zaakceptować, że tak właśnie działają zakorzenione mechanizmy. Myślę, że należy pamiętać, że warsztaty dla kobiet nie rozwiążą same całego problemu. I nie powinny być jedynym frontem działania. Bo jedną rzeczą jest dać komuś narzędzia i potrzebne umiejętności, a drugą (i bardziej skomplikowaną) zmienić system, umożliwić to, co było do tej pory zarezerwowane dla innej grupy, na tych samych warunkach i długofalowo.

Osobiście nie mam wątpliwości, czy takie inicjatywy mają sens. Fakt, że jest ich coraz więcej świadczy, jak bardzo są potrzebne. Być może zbliżamy się powolutku do momentu, gdy nie będziemy musieli organizować ich wyłącznie dla kobiet, a po prostu dla osób, które nie poszły na informatykę, a wiążą swoją przyszłość z nowymi technologiami.

Boot campy, a kobiety

Ironically, Hicks says, these coding initiatives are, consciously or not, betting on their graduates’ failure. If boot camp graduates succeed, they’ll flood the market, devaluing the entire profession. “If you can be the exception who becomes successful, then you can take advantage of all the gatekeeping mechanisms,” Hicks says. “But if you aren’t the exception, and the gatekeeping starts to fall away, then the profession becomes less prestigious.”

Wait… „consciously or NOT”? To co mówi Hicks trochę mnie zirytowało. Przede wszystkim przez zestawienie boot campów, które nie są wyłącznie dla kobiet i przez kobiety organizowane, z przedsięwzięciami walczącymi o równouprawnienie w IT. Bo według mnie to, co leży u podstaw inicjatyw pro-kobiecych w IT, to nie pojedyncze sukcesy błyszczące na tle generalnie atechnicznych kobiet, ale właśnie zmiana paradygmatu i umożliwienie maksymalnej liczbie osób wejście do tej branży, lub pracę na stanowiskach powiązanych z programowaniem. Nie ze względu, lub pomimo płci, ale właśnie dlatego, że ktoś po prostu chce i widzi siebie na takiej ścieżce kariery. Sugerowanie takiego podejścia mocno mnie dotyka. Tak jakby w IT było tylko x miejsc do obsadzenia przez kobiety, a my będziemy się ścigać, żeby udowodnić, która z nas nie jest „typową” kobietą. Fuj!

Podsumowanie

Moje ogólne wrażenie? Posner mówi o zmianach, które wydają się pozytywne. Chciała być może pokazać ich nie tak oczywisty, a negatywny skutek. Czytając jej artykuł zauważam kilka problemów. Wciąż jednak zastanawiam się, które są przyczyną, a które skutkiem. I jak są ze sobą powiązane.

  1. Zwiększona liczba kandydatów na dane stanowisko zawsze będzie obniżać zarobki w branży. Bez względu na to, czy kandydaci to w większości  kobiety, mężczyźni, inżynierowie czy absolwenci boot campów. Im więcej chętnych, tym łatwiej pracodawcy znaleźć odpowiedniego kandydata, bez konieczności zachęcania go wysokimi zarobkami.
  2. Szkoły typu boot camp wyrastają jak grzyby po deszczu. Kuszą nas natychmiastowym sukcesem i znalezieniem wymarzonej pracy (i fantastycznych zarobków) w kilka lub kilkanaście tygodni. Więcej szkół, to więcej absolwentów i chętnych na dane stanowiska (patrz punkt pierwszy). Jednak nie są one adresowane jedynie do kobiet, ale do wszystkich. I, prawdopodobnie tak jak w branży, przeważa w nich liczba uczestników płci męskiej. (Jeśli to czytasz i skończyłeś boot camp, to daj znać w komentarzu, jak było na Twoim kursie).
  3. Typowo pro-kobiece inicjatywy są często jednorazowymi wydarzeniami, które zachęcają do programowania lub spotkaniami networkingowymi. W dużym stopniu opierają się na budowaniu sieci wsparcia dla kobiet, tak aby czuły, że nie są same w zmaskulinizowanej branży.

Dajcie znać co Wy o tym sądzicie. Też macie mieszane uczucie po przeczytaniu tego artykułu?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Strzał w stopę?

  1. Nie przyszło mi nigdy przez myśl, że branża może stać się mniej prestiżowa przez napływ kobiet 🙂 Mam wątpliwości, czy stwierdzenia autorki na ten temat byłyby przez nią do obrony jakimiś danymi statystycznymi.

    Ciekawe spostrzeżenie odnośnie tego, że tematycznie te warsztaty masowo koncentrują się na front-endzie. Mam wrażenie, że aplikacje webowe ludziom „w świecie backendu” często kojarzą się jeszcze z technologiami których używali „w młodości”: PHP-em, walką z IE7, a nie z tym czym web developerka jest dzisiaj i jakie wyzwania przed nią stoją.

    Może więc networkingowy charakter niektórych spotkań jest dobrze dopasowany do zapotrzebowania: mógłby pomagać poznać rynek, wartość swojej pracy, nabrać pewności siebie przy negocjacjach. Nie wiem co to bootcamp, ale jeśli z sukcesem pomaga znaleźć komuś fajną pracę w IT – nie czuję żeby ktoś na tym tracił 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s